Rezerwista

Rezerwista

Oczywiście anonimowa JW w mieście nieznanym, wszystko nieprawda, postaci fikcyjne, miejsca nie istnieją i tak w ogóle to był tylko zły (ale jakże wesoły) sen.  // rys. Maciej Dziadyk

Liczba obrazków: 0

Ćwiczenia rezerwy 2020

W marcu 2020 zostałem powołany do odbycia obowiązkowych ćwiczeń rezerwy. Po 19 latach od zakończenia służby wojskowej niezbyt pozytywnie zareagowałem na ponowne przymusowe wcielenie, ale pobyt w jednostce zainspirował mnie do wykonania kilkudziesięciu satyrycznych ilustracji. W większości były one dedykowane bohaterom historyjek, którzy dostali rysowane tuszem oryginały.

A jakby kto pytał, to autor jest satyrykiem i strasznym kłamcą.

Przed wpuszczeniem na teren jednostki wskazanej w karcie powołania musieliśmy przejść badanie alkomatem.

Kontrolujący ostrzegli, że w przypadku pozytywnego wyniku będą musieli wezwać policję w celu zatrzymania za stawienie się do obrony ojczyzny w stanie wskazującym i doradzili, aby osoby po spożyciu wyszły dyskretnie z biura przepustek i wtedy oni zgłoszą tylko na żandarmerię niestawienie się do odbycia służby wojskowej.

Po rozpoczęciu kontroli rezerwistka w stopniu kaprala (w cywilu położna) odmówiła badania alkomatem zbliżeniowym, gdyż tego dnia rano (4 marca 2020) weszło w życie rozporządzenia zakazujące używania przez policję tego typu urządzeń z powodu zagrożenia COVID-19. Na to wojskowi oświadczyli, że to są przepisy cywilne i na terenie jednostki nie działają, więc śmiało możemy się poddać badaniu.

Bechatka – kurtka zimowa z podpinką. Opinacze – buty wysokie. Obecnie nie mają już opinaczy, czyli dodatkowych zaciąganych na dwie klamerki klap na cholewce, ale nazwa długo się utrzymywała. Jagodzianki – wojskowe obuwie sportowe, które zastąpiło stare trampki-atramentówy. Obie nazwy od koloru. Laczki – klapki. Tuszonka – konserwa wieprzowa.

Wojskowe smaczki, czyli:
– Żołnierz, po co ci głowa? – No, jem niom.

Tylko dwie kobiety zawsze powiedzą Ci, że świetnie wyglądasz i możesz tak iść: mama i pani z mundurówki.
W naszej grupie rezerwy byli żołnierze roczników od 1965 do 2000, więc część szeregowych faktycznie spokojnie mogła by być ojcami dowodzących nami żołnierzy zawodowych.

Na początku XXI w. z mundurów polowych zniknęły tradycyjne pagony naramienne, a zamiast nich weszły patki ze stopniami, umieszczone na piersi. Innowację tę wprowadził razem z „kapownikiem” (naszywką z nazwiskiem) minister Sikorski, za co żołnierze ochrzcili go „Radek-patka”.

Podchorąży rezerwy – osoba, która została wcielona do wojska po studiach i skierowana do Szkoły Podchorążych Rezerwy (SPR). Za czasów służby autora w SPR (2000/2001) trwało to tylko pół roku, co żołnierze zwykłej służby zasadniczej komentowali: „Pół roku to można pod wodą wytrzymać.” SPR-y już dawno rozwiązano, więc co młodsi zawodowi żołnierze nie wiedzieli o co chodzi z tym dziwnym tytułem wojskowym.

Lekcja patriotyzmu miała w temacie historię Polskich Sił Zbrojnych na zachodzie. W normalnych warunkach zostalibyśmy uśpieni prezentacją PowerPoint ze slajdami szczelnie wypełnionymi tekstem. Ale armia zadbała o kabaretowe zabarwienie zajęć i nie udostępniła naszym biednym kapralom-wykładowcom komputera z rzutnikiem. Dostali jedynie wydruki slajdów i polecenie „zapoznacia” rezerwy z bohaterską historią naszej Ojczyzny.

Na zajęciach z ochrony informacji niejawnych zostaliśmy uraczeni „autentyczną” historią, obrazującą zagrożenia ze strony związków z Arabami, czyhające na biednych żołnierzy dysponujących informacjami niejawnymi. Zagmatwanie tej historii było tak wielkie, że oficer prowadzący wymagał pomocy ze strony rezerwistów bardziej bywałych na ćwiczeniach rezerwy, którzy znali identyczne „autentyczne” historie z innych jednostek i fragmentarycznie potrafili odtworzyć z głowy oraz podpowiedzieć to co jeszcze powinno być powiedziane, aby jakoś dobrnąć do końca tego case-study.

Zajęcia praktyczne miały nas zapoznać ze sprzętem wojskowym na przydzielonych nam stanowiskach funkcyjnych. Ale kapral wpadł na pomysł, że rezerwa zamiecie plac manewrowy. Rezerwiści potraktowali to jako świetny dowcip i z zapałem zaczęli kurzyć miotłami. Zabawę przerwał nam jakiś zirytowany oficer…

Po wejściu do NATO wojsko polskie przejęło strukturę organizacyjną obowiązującą w całym sojuszu. Komórki sztabu oznaczone są skrótami od S-1 do S-9. S-2 zajmuje się rozpoznaniem – w tym m.in. wywiadem.
Okręty desantowe są nieco podobne do promów z powodu dużej ładowności i opuszczanych ramp. Na przykład okręt klasy Harpers Ferry ma 190 metrów, 16000 ton i 450 osób załogi. Zabiera na pokład 2 duże poduszkowce, 500 żołnierzy desantu i ich pojazdy. Więc kapral Gosia faktycznie spokojnie mogła by „powozić” cały batalion.
midwifery (ang.) – położnictwo

Wojskowe smaczki, czyli: ma być tak – i chuj!

Czyszczenie broni osobistej, a szczególnie narządów celowniczych, powinno być opanowane przez żołnierza do perfidii.

S-1 to komórka personalno-wychowawcza. Jednak mimo ponad 30 lat od upadku komuny, mimo 20 lat członkostwa w NATO i mimo pięknej dwuczłonowej nazwy zawierającej chlubny cel wychowywania, oficer kierujący tym działem i tak nazywany jest (oczywiście za plecami) tradycyjnym określeniem „politruk”.
Krótkotrwałe ćwiczenia rezerwy mogą trwać do 30 dni, więc jak ktoś podpadnie władzy, to może się liczyć z takim powołaniem. Długotrwałe ćwiczenia mogą trwać nawet 90 dni.

W wojsku trzeba umieć trochę liczyć i dodatkowo zapamiętywać liczbę 1 lub 2. Jest to potrzebne do formowania dwuszeregu oraz kolumn: dwójkowej i czwórkowej.
Żołnierze z numerami 1 wykonują zwrot w prawo, a żołnierze z numerami 2 robią krok w prawo w skos z równoczesnym zwrotem w prawo (zachodzą w prawo), żeby znaleźć się po lewej stronie kolegów z numerami 1. Wbrew pozorom wykonywanie tego manewru dużą grupą wymaga sporo ćwiczeń. Pewnie dlatego dawna służba zasadnicza musiała trwać tak długo. W Rosji popularna jest kolumna trójkowa i żołnierze muszą zapamiętywać dodatkowo liczbę 3 – więc służba u nich trwała zawsze najdłużej.

Formowanie czwórek to element musztry zbiorowej, który pozwala zmienić dwuszereg w kolumnę czwórkową. Aby manewr się udał żołnierze muszą mieć dość miejsca na obrót i wejście między kolegów, do czego potrzebna jest odpowiednia odległość między pierwszym a drugim szeregiem. Aby ją uzyskać żołnierze z drugiego szeregu wyciągają ręce w kierunku pleców żołnierzy z pierwszego szeregu i odsuwają się od nich na odległość nieco większą niż długość wysuniętej ręki. Żołnierze uczeni są wyobrażania sobie, że trzymają za szyjkę półlitrową flaszkę wódki skierowaną denkiem w stronę pleców żołnierza w pierwszym szeregu. Odległość ta nazywana jest „rączka-flaszka” dla łatwego zapamiętania na jaki dystans trzeba się odsunąć.

W celu zwiększenia prawdopodobieństwa prawidłowego wykonywania komend, między zapowiedzią komendy (czyli: W prawo!) a komendą właściwą (czyli: Zwrot!) warto stosować odstęp, żeby dać żołnierzom czas na przypomnienie sobie kierunków. Właściwy odstęp to czas w jakim wypowiada się w myślach formułkę zawartą na obrazku w nawiasach. Niby śmieszne i trudno uwierzyć, że to prawda. Ale spróbujcie ustawić kilkadziesiąt osób i dać im komendę zwrotu, a przekonacie się, że na pewno ktoś się pomyli. Stosowanie odstępu („Myśleć, ch…, myśleć!”) znacznie usprawnia dowodzenie. Na szkoleniu unitarnym opowiadano nam, że w latach 20-tych XX w. poborowi ze wsi często nie potrafili odróżniać prawej od lewej, więc wplatano im w sznurowadła odpowiednie wiechcie i komenderowano nie: „lewa – prawa” tylko „słoma – siano”. Była też wersja tej opowiastki z ogórkiem i kiełbasą zamiast słomy i siana, ale to na pewno kit, bo by żołnierze od razu zeżarli, a w czasach powszechnej trakcji konnej słoma i siano były jednak najbardziej dostępnym materiałem dydaktycznym.

Wojskowe smaczki, czyli:

jakie, kurwa, dzień dobry?!

Podchorąży pełniący swój pierwszy dyżur na kompanii SPR odbiera telefon:
  • Dzień dobry. Tak proszę, słucham uprzejmie.
  • Jakie, kurwa-dzień-dobry?! Jakie, kurwa-proszę?! Melduj się kutasie jebany!!!
  • Szeregowy podchorąży Dziadyk, w czym mogę pomóc?
  • Jakie kurwa… Eeeech… Dawaj do słuchawki tego kurwa-chuja, co siedzi obok.
  • Przepraszam, ale pana Kurwachuja chyba nie ma. Ale nie znam tu jeszcze wszystkich, więc jeśli chodziło Panu o podoficera dyżurnego, to udał się do toalety.

[CSUiE Olsztyn]

System szkolenia, przez większość nazwany BLOS, to skrót od broń, lufa, otoczenie, spust.
  1. Broń – każdą broń traktować jako załadowaną do momentu sprawdzenia.
  2. Lufa – skierowana tylko w cel.
  3. Otoczenie – przed oddaniem strzału sprawdzenie przestrzeni w okolicy celu.
  4. Spust – palec na języku spustowym tylko w chwili oddania strzału.
Te cztery elementy mają istotne znaczenie w bezpiecznym posługiwaniu się bronią i tymi zasadami musi kierować się każdy żołnierz w czasie posługiwania się bronią.

BLOS w pełnej wersji to około 100 stron A4.

Instrukcja ta zawiera m.in. 7 kroków, których prawidłowa kolejność oraz poprawność wykonania mają decydujący wpływ na skuteczność i bezpieczeństwo strzelania.

  1. Identyfikacja.
  2. Postawa.
  3. Celowanie.
  4. Palec na języku spustowym.
  5. Ściągnięcie języka spustowego.
  6. Analiza – ocena celu po strzale.
  7. Okrężna obserwacja otoczenia.

Powyższa lista jest często skracana do 7 słów: identyfikacja, postawa, celowanie, palec, strzał, analiza i obserwacja, które łatwiej wywrzaskuje się całą grupą, ćwicząc czynności na tempa pod okiem kaprali.

WOT to skrót do Wojska Obrony Terytorialnej, które u wielu zawodowych żołnierzy nie mają pochlebnej opinii. Szczególnie drażnią przesunięcia budżetowe, gdy zamiast zakupów specjalistycznego sprzętu dla wojsk regularnych miliony są topione w masowych zamówieniach najprostszego sprzętu dla WOT (stąd określenie „dzidy i sandały”). Żart z grotów to nawiązanie do nazwy karabinka Grot, który według zamysłów twórców WOT ma stać się podstawową bronią indywidualną w tej formacji. Krąży też żart, że z powodu opóźnień produkcyjnych WOT zamiast kompletnych dzid dostał same groty i dlatego w każdy weekend muszą gonić po lasach w celu strugania drzewc.

Ze względu na warunki pogodowe część zajęć z bronią odbywała się na hali sportowej, której regulamin regulował bardzo restrykcyjnie rodzaj obuwia dopuszczalnego na zakończeniach nóg osób stąpających i dopuszczał do użytku tylko osoby w obuwiu sportowym. W związku z tym nasza bohaterska grupa musiała zrobić przerwę w natarciu w celu zmiany obuwia z opinaczy na przydziałowe „jagodzianki”.

Po zbiórce doceniliśmy regulamin hali sportowej, bo podgrupa starszych rezerwistów (40+) wyglądała tak uroczo, że wróg padłby ze śmiechu na sam widok naszych odstających brzuchów i tęskniących za włosem glac (oraz pobłyskujących, tu i ówdzie na szyjach, łańcuchów) w zestawie z Berylami i lśniącymi nowością wojskowymi adidasami.

Użytkownik nieobeznany choćby powierzchownie z instrukcją obsługi pistoletu wojskowego WIST-94 napotyka na frustrujący problem przy próbie rozebrania tej broni: zamek z lufą zakleszczają się w tylnym położeniu i ani drgną. Finałem jest dziki taniec z machaniem pistoletem i waleniem nim o meble przy akompaniamencie przekleństw. W końcu zamek gwałtownie zeskakuje w przednie położenie, co grozi zranieniem ręki używanej do walenia. Autor miał okazję być przeszkolonym z rozkładania WIST-a 20 lat temu na warsztacie uzbrojenia za pomocą rymowanej metody nawiązującej do seksu [w nawiasach kwadratowych objaśnienia techniczne]:

  1. Podciągasz spódnicę, [odciągnięcie zamka]
  2. palcem na guziczek, [lewy koniec osi lufy]
  3. samą główkę wsuwasz, [oś lufy na 5 mm]
  4. spódnicę zasuwasz. [spuszczenie zamka]
  5. I teraz całego drąga, [oś lufy do końca]
  6. a spódnicę sama ściąga. [zamek z lufą można zdjąć ze szkieletu]

RPG-7 – ręczna wyrzutnia rakietowych granatów przeciwpancernych. Prosta obsługa, niski koszt i duża siła ognia sprawiły, że używa go cały świat. Jest produkowany nawet w USA.

Star 660 – polski terenowy samochód ciężarowy (ładowność 4,5 t) produkowany w latach 1965–1983. Był wielokrotnie modernizowany i jest nadal używany przez wojsko polskie. Ze względu na charakterystyczną pasiastą kratę w przodu nazywany „Pszczółką”.

Wojskowe smaczki, czyli:

żarty, żarty, a pół chuja w dupie

  • Gdy żarty robią szeregowi, to jeden płacze, a stu się śmieje. Gdy żarty robi oficer, to jeden się śmieje, a stu płacze.
  • W wojsku możesz liczyć na uczciwe reguły, bo stosują zasadę z przysłowia o wilku i owcy: „Żeby wilk był syty i wilk cały.”
  • Kiedy szeregowy ma racje? Gdy jedzie na suchym prowiancie.
  • Z głodu się jeszcze nikt nie zasrał.
  • Idealny dowódca powinien mieć taki dar od Boga – dar do jebania ludzi.
  • Nadużywanie przez podchorążych tak zwanej łaciny, w cudzymsłowiu „łaciny”, jest kurwa-niedopuszczalne.
Wojskowe smaczki: humanizacja unicestwiania ?
Gdy byłem w 2000 roku w wojsku świat wydawał się dość bezpieczny: zakończyła się wojna na Bałkanach, a Polska weszła do NATO. No i było jeszcze przed 11 września 2001, Kosowem i serią przewrotów w krajach arabskich. Słuchając wykładów z taktyki, mogłem porównać terminologię unicestwiania znaną z literatury z tą stosowaną w armii. I tak:
  • w trylogii Sienkiewicza „rżnęli psubratów”
  • w XIX wieku „zabijali wrogów”
  • generał Maczek pisał o „zwalczaniu nieprzyjaciela”
  • instruktorzy w 2000 roku mówili o „obezwładnianiu przeciwnika”.
Wtedy żartowałem, że jak ta humanizacja konfliktów pójdzie dalej, to za kilka lat będziemy mówić „anihilować partnera”. Ale gdy spytałem w 2020 roku jak na to teraz mówią, to usłyszałem: odjebać szuszwola. Humanizacja zdecydowanie zawróciła…

Pluton rozpoznania w jednostkach desantowych to zawsze najbardziej hardkorowy pododdział, do którego stara się dobrać poborowych o odpowiednich parametrach fizycznych i adekwatnych charakterach.

Nawet 20 lat później (i 50 kg więcej) żołnierze, którzy przeszli służbę w rozpoznaniu bez wahania wykonują wszystkie zadane ćwiczenia bez względu na ewentualne konsekwencje zdrowotne. Robią to, bo wiedzą, że się da i mają przekonanie, że nadal potrafią. I po prostu to robią, a inni przecierają oczy ze zdumienia jak 40-letni gość, 130 kg żywej wagi i ze słusznym brzuszkiem zasuwa drążek, skrzynię i poręcze.

Wojskowe smaczki: skrót od jakiegoś generała

Kilka lat temu zostałem wezwany na WKU, jak zwykle bez podania powodu i ze stawiennictwem na rano w dniu następnym. Poszedłem i się okazało, że przydzielają mnie do jednostki NIL. Nie wiedziałem co to, więc spytałem.
  • A co to za cudo? Do Egiptu na wakacje pojadę?
  • Proszę pana, NIL to skrót od jakiegoś generała. Ale nic więcej nie mogę powiedzieć, bo ta jednostka jest tajna.
Ale po chwili z mrugnięciem okiem:
  • Ale pan se w googla wpisze.

[WKU Kraków]

Nasza grupa rezerwistów stanowiła zbieraninę profesji, roczników i środowisk. W ten sposób położna Gosia (rocznik 1976) i profesor medycyny Mariusz (rocznik 1965) zostali nagle kolegami kierowców TIR-ów i cystern. Dla kontrastu pokoleniowego była też grupa osób w wieku 19-25 lat, które zgłosiły się na służbę przygotowawczą z powodu planów zostania zawodowymi wojskowymi.

W pierwszym dniu służby w marcu 2020 na stołówce powitał nas „Deser z koroną” firmy Zott, co od razu wywołało skojarzenia z narastającą w Polsce i na świecie pandemią koronawirusa COVID-19.

Autokary wracające z różnych wojskowych aktywności były kontrolowane na obecność żołnierzy z gorączką.

Tylko nikt nie miał pojęcia co by się stało, gdyby ktoś miał gorączkę. Kwarantanna autobusu? Kwarantanna batalionu? Jak znam armię, to raczej w robocie była by korekta zeszytu ewidencji porannych dojść, czyli zeszyt z listą obecności dla osób dochodzących rano na ćwiczenia rezerwy spoza jednostki. Podoficer dyżurny, próbując opanować poranny chaos na hali, krzyczał zachęcająco od biurka:

– Kto z panów jeszcze doszedł, to proszę do mnie, bo muszę mu postawić ptaszka!

Ze względu na zagrożenie COVID-19 wszystkie osoby wchodzące i opuszczające teren jednostki były badane na obecność posiadania czoła (lub innej nieowłosionej części głowy) o ponadnormatywnej ciepłocie. Ta sama procedura obowiązywała osoby przemieszczające się środkami o trakcji mechanicznej, za pomocą uchylenia szybki lub zbiorowej kontroli wewnątrzpojazdowej. Badanie w autokarze wypełnionym żołnierzami, plecakami, hełmami i bronią nabierało nawet pewnych cech kontroli osobistej, co przy parametrach kontrolerki nie było nic a nic uciążliwe.

Nawet wyczerpane baterie w termometrze nie powstrzymały dzielnych wojaków przed wzorowym wypełnianiem obowiązku walki z koronawirusem.

MDXL cyframi rzymskimi = 1540 arabskimi. W 1540 roku miała miejsce jedna z epidemii dżumy.

Żołnierze na obrazku to rezerwiści pamiętający czasy, gdy głównym zajęciem poborowych było ciągłe sprzątanie miejsca zakwaterowania – czyli swojej kompanii.

W niektórych jednostkach koszarowe korytarze miały nawet karbowane płytki ułożone specjalnie tak, żeby rowki były w poprzek kierunku przebiegu korytarza.
To uniemożliwia zwyczajne zamiatanie wzdłuż i dawało wojsku dodatkowe godziny jeżdżenia na szmacie, „piaskowania” ziemią, wycierania atramentówami (przydziałowe trampki) i pieczołowitego zbierania brudu z wąskiego paska gładkich fliz przy ścianie.

Wojskowe smaczki, czyli:

raz pod wozem, a raz pod wozem

W takim ciasnym schronie bojowym to można dostać ksenofobii. [CSUiE Olsztyn]

W lipcu 2019 doszło do tzw. „buntu podchorążych” na Zmechu. Tak naprawdę nie był to bunt, tylko kończący uczelnię podchorążowie rozszerzyli nieco zakres tradycyjnej demolki swoich akademików. Studenci uczelni wojskowych cały rok są skoszarowani i tresowani przez odpowiednio „ochujałą” kadrę, więc w każdej szkole wojskowej na zakończenie występuje jakieś wyładowanie tłumionej 5 lat agresji i frustracji. Przyczyną większego niż zwykle rozhulania akcji były pogłoski o niepewności promocji oficerskich całego rocznika z powodu zagubienia przez władze stosownych dokumentów. Po panicznych poszukiwaniach okazało się, że kwity przetrzymała Kancelaria Premiera, której wysłano je do kontrasygnaty. I dopiero zaczął się cyrk, m.in. na cito do pałacu prezydenckiego wzywany był purpurowy na buzi minister obrony narodowej. W końcu dokumenty z opóźnieniem dotarły do Wrocławia i promocja oficerska się odbyła.
Pierwszy raz w historii szkoły, demolki nie udało się skutecznie zatuszować. Bo mimo, że policja została zatrzymana przy szlabanie, a żandarmi udawali, że nic nie wiedzą, to studenci młodszych roczników nagrali niektóre akcje i wrzucił do sieci. Media szybko zrobiły z tego regularny „bunt”.

Bara-bara-kardia, a właściwie bradykardia – rzadkoskurcz; tętno spoczynkowe poniżej 60/min. U ultramaratończyków wartości te bywają dużo niższe, więc mimo dobrej kondycji badań w wojsku by nie przeszli.

Duch dobrego wojaka Szwejka jest w wojsku wiecznie żywy.

W każdym pododdziale znajdzie się poborowy charakterem i postawą, a często i fizjonomią, podobny do tej postaci.

WOT to skrót do Wojska Obrony Terytorialnej. Powstanie formacji zostało zainicjowane w 2015 roku przez ministra Antoniego Macierewicza, a jej oficjalne sformowanie to 1 stycznia 2017 roku. Według zamysłów twórców WOT ma być piątym rodzajem sił zbrojnych obok Wojsk Lądowych, Sił Powietrznych, Marynarki Wojennej i Wojsk Specjalnych.
WOT przypisują sobie rolę kontynuatorów tradycji polskiego podziemia z czasów II wojny światowej, łącznie z zawłaszczaniem symboli Polski Walczącej (litera P z kotwicą). Złośliwie nazywane: „wojsko św. Antoniego”, „kościółkowe wojsko”, „niedzielni komandosi”, „dzidy i sandały” itp.

USMC = United States Marine Corps, Korpus Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych, czyli amerykańska piechota morska. A że nasz plutonowy Amerykanin ciągle salutował po amerykańsku, to mu kaprale uprzejmie zwracali uwagę, tworząc dla wzmocnienia efektu dydaktycznego barwne aluzje do USMC.

Wbrew obiegowym opiniom, obecnie w wojsku nie uświadczysz alkoholu.

Dla rezerwistów pamiętających realia służby sprzed 20 lat był to spory szok kulturowy. Aczkolwiek alkomat na biurze przepustek świadczył naszym zdaniem, że rewolucja jest nadal w toku…

Wojskowe smaczki, czyli:

człowiek nie wielbłąd – napić się musi

  • Panie majorze… Czyyy pijanyyy podchorąży może zdawać egzamin?
  • Jak umie to może.
  • Chłopy, chodźcie! Wnooosimyyy Jareczka!

Idealnie wyprasowany beret. Jeden z rezerwistów, niegdyś zawodowy desantowiec, sportowiec, instruktor strzelectwa i entuzjasta sztuk walki, otrzymał przydział “dowódca pralni polowej”, co było źródłem żartów z niego oraz z nieskończonej mądrości MON-owskich kadrowców.

Nasza grupa rezerwistów stanowiła przemieszanie klas i warstw społecznych, podobne jak kiedyś w harcerstwie. W dzisiejszych czasach bez tego przymusowego wcielenia i zakwaterowania w 30-osobowym „pokoju” (czyli hali sportowej), prawdopodobnie nigdy byśmy się nie spotkali. I tak samo jak w harcerstwie, okazało się, że wszyscy mogą być fajnymi kolegami bez względu na pozycję zawodową, wykształcenie czy stopnie wojskowe.

Przenikanie (ang. infiltration) – forma manewru taktycznego, w którym wojska wchodzą małymi zgrupowaniami w ugrupowanie obronne przeciwnika. Może być stosowane do opanowania słabo bronionych obiektów w celu zdobycia kluczowego terenu lub zakłócenia działań w obszarze tyłowym przeciwnika. [definicja z Wikipedii]
Manewr ten można też wykorzystać trochę mniej bojowo – do niespostrzeżonego „zniknięcia” całego plutonu z miejsca ćwiczeń.
BLOS to system szkolenia posługiwania się bronią palną.

“Uwaga, szczytuję według planu.” Ramka z tego obrazka to wycinek ze zdjęcia „planu lekcji” ćwiczeń rezerwy. Każdy wojak wie, że jak przełożeni nadali jakiemuś elementowi planu długą i zagmatwaną nazwę, pełną fachowych „funkcji”, „stanowisk” i „warunków”, to pewnie nie bardzo wiedzieli jak zapełnić tabelkę dla zamaskowania braku jakiejkolwiek koncepcji, a wojsko będzie mogło udać się do wozów. „Wóz” to żołnierskie określenie na łóżko (koszarowe lub polowe).

Autor nie dał rady powstrzymać się przed zacytowaniem dyrektorskiego „uwaga, szczytuję”, z którym miał wcześniej do czynienia w pewnym miejscu pracy. Urocza sekretarka Wandzia z miną niewiniątka informowała: „Teraz nie może Pan wejść do pana dyrektora, bo pan dyrektor szczytuje z panią główną księgową.” To że jakąś umowę „szczytują” dodawała dopiero po chwili.

Po otrzymaniu powołania na ćwiczenia rezerwy autor zapytał o ich przebieg kolegę, który miał to już za sobą. Kolega przekazał następujące informacje: „Na dzień dobry dają do wypełnienia kilka kartek i kamasze, a potem jest obiad: 2 zupy i 2 drugie do wyboru.” Żarcie na ćwiczeniach w 2020 roku było wspaniałe, a wojskowe przysłowie: „Obiad zjedzony – dzień zaliczony” ma się nadal dobrze.

Zupełnie inaczej było na ćwiczeniach rezerwy w 2022 roku, gdy trafiliśmy chyba na jakieś czyszczenie magazynów i karmili nas prawie wyłacznie produktami z puszki.

Po zakończeniu ćwiczeń rezerwy mundur trzeba zdać do magazynu. W wojsku wszystko jest zaplanowane co do minuty (dzięki temu nigdy nie wiadomo czego się spodziewać), więc warto mieć na jednostce cały czas cywilki, żeby jakby co nie wracać do domu w kalesonach. Spotkało to kilka osób z naszej grupy, bo w powodu zagrożenia koronawirusem COVID-19 ćwiczenia skrócono o 2 dni i po krótkim apelu puszczono nas do cywila.

Wojskowe smaczki, czyli: amba fatima, było i ni ma

W wojsku nic nie ginie, tylko zmienia właściciela.

W wojsku jak w kinie, światła zgasną wszystko ginie.

Stałka to tzw. przepustka stała, czyli dokument upoważniający żołnierza do opuszczania jednostki po zakończeniu zajęć. Cofnięcie stałki oznacza, że żołnierz nie może opuścić jednostki i musi zostać na noc. Osobom cywilnym przywykłym do swobód XXI wieku może się to jawić jako zupełnie nierealne, ale cofnięcie stałek w praktyce oznacza uwięzienie w jednostce.
Samowolne opuszczenie ogrodzonej jednostki wojskowej jest trudne i ryzykowne, bo wszędzie są zasieki i monitoring, a żołnierze zawodowi na biurze przepustek są pod bronią i znają swoje prawo do stosowania środków przymusu bezpośredniego, z użyciem broni włącznie.
Cofnięcie stałek wszystkim oznacza, że cały pododdział zostaje na noc i ma czas do rana, żeby pod nieobecność kadry rozmówić się z delikwentem, który przez fikanie do przełożonych wywołał taką sytuację.

Ranking modelek albumu "Rezerwa 2020"

ciąg dalszy (powołań) nastąpi...